W przytulnym ich salonie co tydzień wieczorem zbierała się spora garstka osób z inteligencji. Miło płynęły nam chwile podczas posiedzeń, tak że uczestnicy rozjeżdżali się z żalem dopiero ostatnim tramwajem.

R37 Z3 str 100

Rok 1917 Agnieszka powraca z dwojgiem dzieci do Czechosłowacji, gdzie na seansach u państwa K, poznaje 30-letniego inżyniera Ryszarda.

Wyróżniał się ze wszystkich swoją wprost nieziemską subtelnością ducha i gołębią dobrocią oraz niepospolitą bystrością umysłu. Był on prawą ręką generalnego dyrektora największych hut żelaznych w Czechosłowacji. (...)
Rzadko spotykałam w obecnym życiu ludzi tak prawego charakteru i tak wielkiej wiary.

R37 Z3 str 100

Między tym dwojgiem rodzi się czyste, pozbawione namiętności uczucie. Dodatkowo podzielają zainteresowania kontaktami ze światem duchowym.

Wieczorami wysmukłe palce Ryszarda wydobywały rzewne tony z cytry, na której grywał. Prawie co wieczór miewaliśmy miłe pogawędki ze światem duchów. (...)
Jasnego płomienia naszej miłości duchowej nie mąciło żadne drgnienie namiętności. Obiecaliśmy sobie żyć w takiej czystej miłości i po ślubie.

R37 Z3 str 100

Jedynym akcentem w jakim się różnią, to niechęć Ryszarda do nieustannych wizyt osób proszących Agnieszkę o pomoc.

W międzyczasie przylgnęliśmy do siebie duchowo z inżynierem R.M. Kiedy zamieszkałam osobo z dziećmi, zaczęli do mnie co dzień przychodzić albo i przyjeżdżać ludzie z prośbą o radę i pomoc, gdyż ze zdolności jasnowidzenia byłam tam już znana dawniej. Ryszard posmutniał i przemyśliwał, jakby mnie ochronić od tych wizyt różnych ludzi, którym raz po raz daremnie się wymawiałam, że nie mam czasu, lub że jestem zmęczona, lecz prawie zawsze ulegałam ich prośbom i rozpatrywałam ich boleści i smutki, udzielając im rad i pomocy.

R37 Z3 str 100

Ślub miał się odbyć za granicą na Węgrzech, potem mieliśmy już wrócić do swego mieszkania.

R37 Z3 str 101

Pomimo że oboje planują wspólną przyszłość, a Ryszard zamawia wypoczynek w górach oraz kompletuje meble do mieszkania, on sam ma przeczucie iż jego życie nie będzie zbyt długie.

Dni, tygodnie, miesiące płynęły jak sen, a Ryszard obmyśliwał, jak i gdzie mielibyśmy sobie stworzyć naszą przyszłość. Pod wpływem jasnowidzenia u siebie wiedział, jeszcze nim mnie spotkał w obecnym życiu, że wędrówka jego nie będzie długa na ziemi. Toteż parę razy wyszeptał niemal prosząco, patrząc wieczorem w gwiazdy: "O Panie, Ojcze mój, jeśli wola Twoja święta, pozwól mi tu być dłużej, bym mógł chociaż zabezpieczyć ją razem z dziećmi, aby miała swój spokojny kąt na świecie i mogła poświęcić się pracy literackiej, żeby dobre duchy mogły przemówić tą drogą do ludzi!" (...)
Dobre duchy o wszystkim pięknym mówiły, lecz nie wspomniały nic o naszej wspólnej przyszłości. Więc Ryszard, zdany na wolę Bożą, czynił dalsze kroki.

R37 Z3 str 101

Po wybraniu willi gdzie mogliby razem zamieszkać, inżynier postanawia zmienić pracę aby mieć blisko do Wisły. W tym celu wysyła podania i z kilku pozytywnych odpowiedzi wybiera Trzyniec.

Generalny dyrektor z żalem przyjął wiadomość, że Ryszard chce opuścić W., dając mu świadectwa jak najlepsze i zalecając go w nich jako najzdolniejszego inżyniera, jakiego poznał. Niedługo z wszystkich 6 miejsc, gdzie Ryszard wniósł podanie, przyszły przychylne odpowiedzi. Zdecydował się na Trzyniec, miejscowość, pasmem gór pogranicznych tylko oddzieloną od Wisły, gdzie obecnie przebywam. Wybrał już willę, w której mielibyśmy zamieszkać, robił już starania, aby pokoje były należycie umeblowane, żeby nam w nich było miło i dobrze pracowało się duchowo.

R37 Z3 str 101

W międzyczasie chcąc dokończyć prace u dyrektora hut żelaznych, odwozi Agni na letnisko.

Nim jednak mieliśmy wyjechać za granicę, postanowił odwieźć mnie z dziećmi na letnisko, a on sam chciał wykończyć jak najwięcej pracy dyrektorowi fabryki. Umówiliśmy się że będzie przyjeżdżał na niedzielę do gór.

R37 Z3 str 101

Plany Ryszarda są konkretne, nakreśla bowiem pozbawioną trosk przyszłość.

Ryszard powiedział: "Kiedy wrócimy po ślubie, wezmę nauczycielkę do dzieci, pokojówkę i kucharkę, a ty wypoczniesz; będziemy dużo przebywali w ogrodzie i na przechadzkach, a podczas urlopów będziemy podróżowali!"

R37 Z3 str 102

Uprzedza jednak że po powrocie rozpoczną wymarzoną pracę literacką, co ma wykluczyć wizyty potrzebujących. Agnieszka jednak nie jest pewna, czy byłby to właściwe postępowanie.

"- Ale ustaną wszelkie wizyty ludzi, proszących o rady, na co, mam nadzieję, zgodzą się i dobre duchy, bo wszystek wolny czas będziemy obracać na pisanie." (...)

Przed wzrokiem ducha snuły mi się nieprzerwanym pasmem postacie różnych ludzi. Możni, bogaci, na wysokich stanowiskach - i ludzie zwykli, szary tłum, wśród którego jednak jakże nieraz płonęły złote światła wiary w Boga i wielkie zrozumienie dla spraw ducha.
A było i czasem i koło stu osób dziennie i niejedni ze łzą w oku nieraz odchodzili po całym dniu czekania, nie mogąc się doczekać swojej kolei.

R37 Z3 str 102

Niespodziewanie w domku letniskowym, Agni napotyka niewidomą dziewczynkę która tam mieszka z matką Barbarą.

I nagle rozpłakałam się głośno. Ryszard za chwilę przyjdzie, on, Ryszard, który chciałby mi nieba przychylić na ziemi, odsuwając ode mnie tych wszystkich nieszczęśliwych, abym tylko w spokoju pisała o życiu po tamtej stronie. Mamy wyjść na dłuższą wycieczkę - i czyż będę mogła być pełna radości po tym, com widziała?

R37 Z3 str 104

Uzdrowienie tego dziecka, będzie znaczącym etapem w jej praktyce, oraz dalszej pracy na rzecz innych.

Otworzyłam oczy, spojrzałam na twarz dziewczynki. Uśmiechała się, patrząc na mnie spokojnie, a jednak radośnie.
- Co teraz? Co to będzie? - pomyślałam, jak ze snu zbudzona.
- Ryszard, Ryszard! - zawołałam przez otwarte drzwi, słysząc jego kroki na balkonie. (...)
Zaprowadziłam go do łóżka dziecka. Bez słowa ukrył twarz w dłoniach i zapłakał ze wzruszenia.
- Miluśko, aż takie cuda? ..."

R37 Z3 str 106 i 107

Ryszard również miewa przebłyski jasnowidzenia, choć nie w takim stopniu jak Agnieszka. Pewnego razu we śnie widzi dom w górach, a w nim Agnieszkę poświęcającą czas na pisanie.

Ujrzał mianowicie góry, a na jednej z ich dom. Widział mnie przy biurku, a na drzwiach napis: 'Redakcja'. Byłam już starsza i słyszałam, jak mówię do niego, czy kogoś innego (...)

- Zdawało mi się - mówił - jakby to miało być na emeryturze. Gdybym z woli Bożej mógł pobyć dłużej na świecie, to przeszedłszy na emeryturę, całymi dniami oddawałbym się pracy duchowej i pewnie zamieszkałbym chętnie choćby na najwyższej górze beskidzkiej, byle jak najdalej od zgiełku świata.

R37 Z3 str 108

Nie znając dokładnie przyszłości, odnosi ten obraz do siebie i Agnieszki, wyobrażając sobie iż spędzą razem kolejne lata. Niestety jego śmierć przychodzi nagle i tylko jego matka, ma niedobre przeczucia.

Ryszard odszedł w zaświaty nagle podczas epidemii hiszpanki. Pracował za innych chorych inżynierów, nie pomogły moje prośby, by się nie przemęczał. Uspokajał mię:
- Już nie długo, a wyjedziemy na długi wypoczynek. Po niedzieli jedziemy do Węgier, a potem w góry!
Zabrał sobie jeszcze do domu wiele pracy z kancelarii. Pracował wiele do nocy, potem dostał kaszlu. Zatroskana matka podeszła do jego łoża, prosząc, by parę dni pozostał w domu i nie szedł do biura. Widząc, że Ryszard coraz trudniej łapie oddech, postanowiła posłać po mnie i po lekarza. Ale on uspokajał ją uśmiechem: "Nic mi nie będzie, wyśpię się, odpocznę..."
Po bolesnym skurczu serca zasnął cicho i odłączył się od ciała.

R37 Z3 str 108

Ta nieoczekiwana śmierć zmienia plany Agnieszki. Pozostanie ona jeszcze we Wiśle i tam pozna przyszłego męża Jana Pilcha. To z nim wybudują willę na zboczu Jarzębatej oraz utworzą redakcję czasopisma 'Hejnał'.

Nie stało się tak, jak tego gorąco pragnął: nie został na ziemi, by ze mną pracować. Odszedł w zaświaty w r.1918 pod jesień. W jakiś czas wrócił jako duch i często odwiedzał mnie duchowo. Gdy najmłodsza moja córka z obecnego małżeństwa przyszła na świat, raz po raz spojrzał na mnie przez oczy jej do ósmego miesiąca życia, lecz potem odszedł. Dopiero teraz wrócił. Zastał domek na górze i mnie z mężem przy biurku.

R37 Z3 str 108

.