'Jasnowidząca w oświetleniu jasnowidzącej'.
W dniu 11 maja 1936 roku, pani Antonina Prima, w obecności dwóch świadków, po silnem skoncentrowaniu się w kuli kryształowej, tak mówiła na temat osoby Agni P.:
"... powoli wyłania się z osłony mglistej.
Widzę ją już wyraźnie.
Jakieś niskie domy o płaskich dachach, przeraźliwie białe, zalane poświatą księżyca w pełni.
Biegnie strudzona po białym piachu od domu do domu.
Kołacze.
Ludzie z domów wychodzą. Gorączkowo szepce im jakoweś tajemnice i biegnie dalej.
Jakby hasło, wzywające do powstanie, czy jakowegoś buntu, czy spisku.
Nie wszyscy ją zrozumieli, jest zbyt gorączkowa, zbyt pochłonięta treścią, zbyt mało refleksji, opanowania formy, stąd wielu stoi w niezdecydowaniu i patrzy na nią, gdy biegnie w dal coraz to nowe budzić osiedla.
Jednak tłum za nią coraz bardziej narasta.
Biegną poprzez ciasne uliczki jakowegoś miasta.
Dopadli siedziby najwyższych kapłanów.
Kołaczą do wrót... wyważają wrota z potężnym rykiem tysięcy głosów. "Gdzie prawda!?
Coście z nią zrobili?
Oddajcie nam naszą czystą, świętą prawdę!
Śmierć wam, coście ją splugawili!"
Agni stoi przed najwyższym arcykapłanem.
Spojrzenia ich ciskają na nią gromy.
Arcykapłan czuje, że może być pokonany żywiołową potęgą woli Agni, ratuje się więc okrzykiem:
"Na twarz przed nami!"
Stojąca za nim gromada hierarchów podchwytuje jego okrzyk:
"Z nami cały lud, a z wami kto?" - "Bóg" - odpowiada Agni.
"Nasza Prawda" - wtóruje jej tłum. Tumult. Zgiełk. Krzyki. Bój. Znowu mgła. Znowu ją widzę.
Otoczona nieprzejrzanym tłumem ciemnych postaci, wrogich, dyszących fanatyczną nienawiścią.
Zaciśnięte pięści groźnie unoszą się. Wrzaski. Kamienują Agni.
Słania się pod gradem godzących w nią brył.
Klęka, unosi kamień w nią rzucony i otula go pocałunkami...
Jakaś postać w niebieskiej szacie odrywa się od tłumu, biegnie ku Agni. Zasłania ją.
Postać woła: "Agni! - odwołaj żyj, nie odchodź od nas!"
Razy padają już teraz na obydwie niewiasty.
Agni gasnącym głosem mówi: "Wrócę z mą Prawdą, znów do was wrócę"... i znów... i znów... Mgła.
I wróciła biedna Agni ze swoją Świętą Prawdą.
I znów biega od domu do domu, od osiedla do osiedla, tu przyjęta, tam całowana, tu wzgardzona, tam wyśmiana, tu ubóstwiana, tam wyświęcana, i znów głosi, głosi ją, jak umie... i znów treści przeogromnej nie może pomieścić w formę.
Dobre duchy napełniły kryształową amforę przejasną treścią, którą ma przelać w rozlewiste naczynie, w formę dostępną rozumom. I formę dzierży w lewej ręce.
Nieudolnie.
Miast przelać, rozlewa ją krawędziami i formy napełnić nie zdoła.
A formą złe duchy władają.
Chybocą ją, boską treść marnują, rozlewają po krawędziach, psują, by do dusz ludzkich cała potęga Boskiej prawdy nie dotarła, by koniec zła odwlec jak najdalej.
I męczy się biedna Agni jak wprzódy, jak pod ciosami kamieni.
Szuka tysiącznych sposobów, ale i tysiącznych forteli używają duchy złe, by Treści nie dopuścić do Formy.
Pomagają im w tem ludzie źli.
Czyż źli naprawdę, czy tylko opóźnieni w duchowym rozwoju?!..."
Bywa niekiedy treść tak przeogromna, tak w znaczeniu swem potężna, że każdą formę mogłaby rozsadzić.
Ludzie, mający taką treść do wyrażenia - bądź milczą, bądź są zaledwie przez wybranych rozumieni, bądź prze tłum kamienowani... by wrócić ze swą Prawdą znów... i znów... i znów..."