Kiedy zbliża się czas jej pierwszego małżeństwa, Agnieszka nic nie wie jeszcze o łączącej ich przeszłości, ani o nadchodzących nieszczęściach.

"Stara przeszłość była zasunięta, nie wiedziałam, kto on jest - a też i nie pytałam o to wcale przestworzy, będąc tak bardzo przygnębioną"

R29 Z9 str 266

W czasie dorastania odczuwa przytłaczający smutek, przeczuwając nieuchronne kłopoty.

"A kiedy zbliżała się karma - choć nikt mi nie odkrywał starej przeszłości, nikt mnie nie uprzedził, iż ona niebawem upomni się o swoje prawa - nachodzić mię począł dziwny smutek. Często zapatrzyłam się w gwiazdy z ściśniętem czegoś sercem, padałam twarzą na zroszoną trawę i rzewnie płakałam..."

R29 Z9 str 265

Miał być bowiem etap wyrównania karmy, a mąż którego nazwiska nawet nie zechciała wymienić, to były napastnik który poprzysiągł kiedyś, że ją odnajdzie choćby się ona pod ziemią skryła.

"Pamiętam, że już wówczas przy pierwszem spotkaniu poprzysiągł, że będę jego, że choćbym się pod ziemię ukryła, on mnie znajdzie."

R29 Z9 str 265

Dopiero później ujrzy ona w jaki sposób doszło do ich kilkukrotnego spotkania, kiedy ten jako herszt bandy, w przeszłości aresztowany za rozboje, dzięki ucieczce uniknął tortur i stryczka. Później próbując dokonać na nią napaści, Agnieszka zabija go, śmiertelnie raniąc nożem. Widok i dźwięki konającego sprawiają, że natychmiast żałuje ona tego czynu, wspomnienia te będą ja prześladować do końca tamtego żywota.

"Jeszcze usta jego nie dotknęły mej twarzy, kiedy zręcznie drugą ręką zdołałam podsunąć sztylet pod fałdy sukni i niby chcąc się poprawić w niewygodnej pozycji na ziemi, nagle ugodziłam go z całej siły sztyletem w serce. (...)
W tem życiu nie doznałam już uspokojenia. Nie prześladował mnie herszt bandy, nie widziałam powieszonych, ale śmiertelny charkot słyszałam często we śnie."

R29 Z9 str 265

Do ich obecnego spotkania dochodzi podczas odwiedzin u jednego z braci, gdzie przyszły mąż przemocą zawłaszcza wybrankę, grożąc rodzinie że jeśli nie zezwolą na ich małżeństwo, zabije i ją, i siebie.

"I rodzina moja dopomogła do spotkania się z nim. 'Wyciągnąć ją trochę w świat - tak brzmiała potajemna decyzja - może zmieni się jej usposobienie.'(...)
"Jeszcze w ostatniej chwili zdawało mi się że coś mię od tego małżeństwa wyratuje. Wówczas błysnął w jego ręce rewolwer z groźbą: 'Jeżeli ze mną do ołtarza nie pójdzie, to ją zastrzelę, a potem siebie'."

R29 Z9 str 266

Początkowo rodzina chce wnieść pozew przeciwko napastnikowi, jednakże po tych groźbach następuje zmiana podejścia. Człowiek ten jest nie tylko nieobliczalny, ale i także majętny, w dodatku jak twierdzą pozostali, szalenie zakochany.

"Rodzina moja chciała go skarżyć, ale gdy poprosił o moją rękę, nakłoniła mnie, a raczej wprost niemal zmusiła, bym za niego wyszła.(...)
Przecież on ma kamienicę i kocha mnie tak bardzo, że żyć bezemnie nie chce."

R29 Z9 str 266

Na ślub zostaje dowieziona ledwo żywa ze strachu, a sakramentalne 'tak' wypowiada pod wpływem ponownego nacisku ze strony 'wybranka'.

"Jeszcze w dniu ślubu drżałam ze strachu i mdlałam z przerażenia. Jakże miałam iść z tym człowiekiem przez życie, kiedy taki dziwny strach miałam przed nim. (...)
Bezwolną i niemal z nóg opadającą ubrano mnie do ślubu i wsadzono do powozu, który szybko powiózł nas do kościoła. Nie mogłam z początku powtórzyć ani słowa za księdzem. Energiczne ściśnięcie dłoni mej przez pana młodego tak, że niemal krzyknęłam z bólu, przywiodło mię do opamiętania - i wyrzekłam te słowa: ' Zgadzam się na wszystko.'"

R29 Z9 str 266

Tak rozpoczyna się ich wspólne życie pełne trosk dla Agnieszki, w którym to spędzone 3 lata, odczuwa ona jako minionych 30-ści. Mąż zjawia się w domu zazwyczaj późną nocą, po wcześniejszej wizycie w kasynie, gdzie nierzadko pije na kredyt. W tym stanie jednak, trzyma się on z daleka od żony, jego przekleństwa i agresywna lubieżność omijają ją. Już wtedy Agni dostrzega otaczające go towarzystwo duchów, fikających z radości tym bardziej, im bardziej jest on nietrzeźwy.

"Było pół do drugiej w nocy. To mój mąż który rzadko kiedy wcześniej powracał do domu. Lubił huczną zabawę, lubił mocne trunki i związane z tym użycie."

R29 Z9 str 262

"Brutalna lubieżność męża jakoś mnie omijała; skierował się z nią pewnie ku równym sobie, a ja nie czyniłam mu naturalnie z tego powodu zarzutów.(...)
Gdy był podchmielony, rzadko, bardzo rzadko przestąpił próg mojego pokoju, gdzie ja przebywałam i nie raz aż do rana przesiedział na krześle w kuchni, nie odpowiadając na wszelkie namowy moje, czy służącej, by się rozebrał i spoczął trochę. Tak też było i tej nocy. I jak zawsze niemal w takim wypadku, gdy tak siedział pijany w kuchni, przysiadły u nóg jego trzy duchy, zupełnie podobne do Chińczyków. Przykucnęły na sposób wschodni z nogami skrzyżowanymi, trącając się nawzajem i wywracając koziołki z zadowolenia, które bywało zwykle tem większe, im mocniej on był pijanym."

R29 Z9 str 263

"Często, często płakałam w jego nieobecności. A kiedy oczy miałam od łez zaczerwienione i on zapytywał, dlaczego płakałam, wymawiała się bolem głowy, myjąc szybko twarz chłodną wodą. Nie chciałam zdradzać prawdy, by nie pogarszać sytuacji, bo mógłby zapałać nienawiścią do mnie.
Gdy przeżyłam z nim 3 lata, wydawało mi się, że żyję z nim już lat 30.(...)"

R29 Z9 str 267

Pociesza się więc że inne żony mają podobny los, prosi o wsparcie Opiekuna duchowego, który niespodziewanie oświadcza że ona sama jest sobie winna.

"Ciężki odór wódki, tytoniu, cygar rozchodził się od niego po całem mieszkaniu, Dawniej odczuwałam to bardzo przykro w większej bliskości przy nim.(...)
Lecz tego wieczoru myślałam 'I tego wstrętu muszę się pozbyć. Jestem przecież w roli żony. Wszak inne żony cierpią na ziemi jeżeli mężowie ich piją, a one nie mają w tem żadnego upodobania.'"

R29 Z9 str 269

"Usiadłam, prosząc swego ducha Ochronnego, by mię zasilił i wytłumaczył mi, dlaczego jest już tak źle, że i spokojna aura, która mnie w mieszkaniu otacza, znika. A dobry Opiekun jakoś dziwnie tajemniczo powiedział mi: 'Tyś winna!'"

R29 Z9 str 268

Agnieszka próbuje więc nawrócić go na dobrą drogę, okazując mu miłość i nakłaniając do zmiany trybu życia. Prosi o wcześniejszy powrotu z pracy. I pomimo obietnicy, że wyjdą razem na przechadzkę, kiedy mąż nie zjawia się w domu na czas, podąża za nim do kasyna. Spędzi tam zaledwie 15 minut, a po wyjściu zaraz dotkliwie odczuje niedawne spożycie alkoholu.

"'Nie masz dobrej żony - mówiłam mu - widzę to dobrze! Wszak przysłowie mówi:
gdzie mąż, tam ma być i żona, a gdzie żona tam i mąż"(...)
Ale wszędzie, gdzie ty pójdziesz, pójdę i ja z tobą, gdy w wolnej chwili, po odbyciu pracy swej obowiązkowej zechcesz się pobawić'.(...)
'Gdy będzie godzina 9 ta, 10 ta, to pójdę po ciebie, posiedzimy razem kwadrans, a choćby godzinę i razem wrócimy do domu.'

R29 Z9 str 269

"Odezwał się głos właścicielki: 'Kto tam?' Nie mogłam zaraz wydobyć przez usta tego nazwiska, które włożyła na mnie karma przez zamążpójście. Ale przemogłam się i wymieniłam energicznie nazwisko mężowskie. Chwila namysłu za drzwiami, potem odpowiedź: 'Tu nie ma pani męża'. - Jest - odpowiedziałam doniosłym głosem. - Wiem na pewno, że jest, proszę otworzyć! Proszę mnie też przyjąć jako gościa."

R29 Z10 str 299

"To było zachętą, że znów podawano mi wódkę. Mąż stawał w mojej obronie: 'Żona wódki nie pije, może wino jej nie zaszkodzi.' I podał mi wino. Wypiłam 3 kieliszki i pół szklanki wina."

R29 Z10 str 300

"Ból głowy stawał się coraz ostrzejszy, w żołądku paliło. Nie uszłam wiele od wspomnianej restauracji, gdy jęły mnie gwałtowne wymioty(...)
A on, biorąc mię pod rękę, mówił: - Nie było ci tego trzeba, będziesz jutro na pewno chora.(...)
Kiedy przyszliśmy do domu, było widać, że mąż jakoś nie może sobie znaleźć miejsca, tak mu trudno było rozebrać się. Wyczuwałam dokładnie, iż chętnie powróciłby nazad do brudnej restauracji. Zaczęłam go nakłaniać, żeby rozebrał się spokojnie i poszedł spać - że jeżeli on pójdzie pić, to ja także. Ale mówiłam to tylko na postrach, czułam że nigdybym już tam za nim nie poszła.(...)
- Człowiecze, nie bądź zwierzęciem! Żyj po chrześcijańsku, jak twoja żona, a będzie to ulgą dla nas wszystkich! Lecz jakoś nikt i nic na niego wpłynąć nie mogło, Od młodych lat czynił zmartwienia swej rodzinie, a w małżeństwie i mnie."

R29 Z10 str 301

Po tej nieudanej próbie, Agni wie już że związek ten dobiega końca, a ją czeka w życiu inne zadanie, które związane będzie z jej coraz lepiej rozwiniętymi zdolnościami jasnowidzenia. Pomagać ma bowiem nie tylko strapionym ludziom, lecz także duszom które swoje ciała już porzuciły.

" I już tylko rok dzielił mię od chwili, w której miałam zostać zwolniona od niego, to jest gdy miały w przeznaczeniu zostać rozwiązane węzły karmiczne współżycia z nim. (...)
...a wybija dla mnie godzina pracy, która jest mojem właściwem zadaniem życiowem. Ostatni rok życia pod jednym dachem z człowiekiem, narzuconym mi przez los męża, był już bardzo, bardzo ciężki, gdyż praca moja zataczać zaczęła coraz większe kręgi. (...)
Owszem, byłam gotową natychmiast to uczynić i przy tej sposobności zapytałam, kiedy rozpocznie się moja praca? - Ona już się rozpoczęła - odrzekł mój dobry Opiekun. - Początkowo będzie przychodzić mniej nieszczęśliwych ludzi chorych, smutnych i głodnych. Będą jednak przychodzić i duchy z zaświatów, potrzebujące pomocy, będziesz je pokrzepiać swojemi myślami, będziesz je uczyć modlić się, a potem śpiewać z niemi."

R29 Z10 str 302

Agnieszka martwi się w jaki sposób ma wypełnić swoje przeznaczenie i otrzymuje zarys czekającej ją pracy a także ostrzeżenia. Nie będzie drukować żadnych afiszy ani robić objazdów, gdyż interesanci przybędą z własnej woli. Ma także strzec się zwodzicieli oraz patrzenia na numery loterii. Przyjaciele duchowi zawsze będą jej służyć radą, aby podążyła we właściwym kierunku.

"Kiedy już widziałam, że będzie mi dane pomagać innym na ziem, nie mogłam się zrazu jeszcze zorjentować, jak to się stanie? Czy przez jakie ogłoszenie, czy też sama mam zacząć mówić o sobie i swojem przeznaczeniu? Jedno i drugie było mi dziwnie niemiłe i niepożądane."

R29 Z10 str 302

"Tych, którym będziesz miała istotnie pomóc, przyślemy tobie bez wszelkiego ogłaszania. Lecz i tamci - nieprzyjaciele światła - również chętnie przyślą ci swoich, także niby smutnych, udręczonych."

R29 Z10 str 303

" Nigdy zaś nie daj się nakłonić, gdy ci będzie ktoś proponował na ziemi, byś poszła z nim pracować niby na polu wiedzy duchowej i występowała przed publicznością na scenie, pozwalając drukować o sobie wielkie afisze. (...)
Strzeż się także ulec jakiejkolwiek namowie - choćby ten proszący najserdeczniej łzy ronił - byś miała rozpatrywać różne sprawy, stojące w sprzeczności ze słowami: 'Najprzód królestwo Boskie, a reszta będzie wam przydana', lub z innemi słowami Jezusa Chrystusa. Bo będą i tacy, którzy cię będą prosić, byś spojrzała, jakie numera mogą wyjść na loterji, do jakich numerów ma dany osobnik szczęście. Choćby ci obiecał, że połowę z tego da na dobre cele, to nie daj się skusić, gdyż tem już wciągałaby ciebie niższa sfera duchowa w pokuszenie."

R29 Z10 str 302

.