![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
| Wstęp | Rys Historyczny | Tematy | Serie | Hejnał | Fotografie | Informacje |
Rozwój zdolności
Życzenie moje miało się spełnić, miałam pomagać nieszczęśliwym na ziemi drogą leczenia ich chorych ciał. Pocieszać miałam również strapionych, którzy nie wiedzieli, gdzie w zamęcie wojny obracają się ich ukochani, od których nie mieli już dłuższy czas żadnej wiadomości. Zadaniem mojem było szukać takich zaginionych, a jednak dosyć często jeszcze żyjących na ziemi i podawać o nich wiadomości tym, którzy o to prosili, nie mogąc się doczekać żadnej pewnej informacji ze strony kancelaryj wojskowych.
Zanim jednak Agnieszka przygotuje się do tego zadania, swoje zdolności będzie odkrywać stopniowo, niejako oswajając się z widmami świata duchowego, ucząc się sztuki posługiwania wzrokiem duchowym, oraz nabywając wiedzy o ciele ludzkim i jego schorzeniach. Pierwsze wzmianki o widzeniu dusz zmarłych można odnaleźć w jej wspomnieniach o przedwcześnie zmarłym rodzeństwie, siostrzyczek w wieku dziecięcym i brata w wieku dorosłym.
Kiedy byłam kilkuletnim dzieckiem, zmarły mi dwie siostry i maleńki braciszek w ciągu jednego miesiąca. Kiedy umarła jedna z siostrzyczek, bawiłam się z nią we śnie. Nie dziwiło mnie to bynajmniej i cieszyłam się na to, kładąc się do snu. Widziałam się zawsze ubrana, jak one, bo przychodziła w towarzystwie innych dzieci. Dawały mi wianuszek na głowę; one miały białe, a ja prosiłam o wianuszek z chabrów lub złocieni i o sukienkę z niezapominajek. Sukienki były długie, powiewne, kwiatuszki jasne i żywe, a niewinne te zabawy duchów, wypoczywających chwilowo w sferze dziecięcej, były dla mnie prawdziwem wytchnieniem. Pewnego dnia cała grupka ślicznych dziewczynek odprowadziła mnie aż do łóżka. Oglądałam je otwartemi oczyma i słyszałam ich śpiew, podobny już całkiem do śpiewu dzieci, bawiących się na ziemi.
Początkowo takie relacje są traktowane jako sen, lecz tutaj Agnieszka wspomina że oglądała je z otwartemi oczyma.
Jest to ważny fragment, gdyż reakcja osób postronnych bywa często podobna.
Jest to zabieg łagodzący przeżywany stan, mający uspokoić rozmówcę, że właściwie nic takiego się nie dzieje.
Niestety, w powyższym opisie, duchy dziewczynek nawołują kolejną siostrzyczkę Marzeńkę, aby poszła z nimi i ta po kilku dniach umiera.
Finał tego 'snu' ma więc realny i tragiczny wymiar w rzeczywistości.
W relacji o śmierci dorosłego brata Józefa, Agnieszka jest głęboko zaniepokojona obrazami konduktu pogrzebowego, już zawczasu przeżywając nadchodzący szok i żałobę:
Cały ten kondukt żałobny widziałam trzy miesiące przedtem, w nocy, kiedy wszyscy czterej bracia byli na balu świetnie się bawiąc (...)
Wtem najwyraźniej słyszę, jak kapela gra marsza żałobnego. Kondukt rusza, a za nim rodzina i wiele, wiele ludzi...
Zerwałam się z łóżka, nie mogłam już dłużej wytrzymać.
Stanęłam przy piecu, cała się trzęsąc i nie mogłam wstrzymać łez.
Zrobiłam maleńkie światło, aby już nic nie widzieć i stanęłam znów przy piecu.
Reakcja taka nie jest niczym nadzywczajnym, gdyż podczas przezywania wizji doświadczający zachowuje racjonalne myślenie.
O ile podczas snu możemy przeanalizować jego treść dopiero w jakiś czas po przebudzeniu, o tyle stopień realności widzenia jest tak wysoki, że wzbudza silne emocje, które utrzymują przez wiele godzin, a nawet kilka dni po takim wydarzeniu.
W relacji tej, znajduję jeszcze jeden zdumiewający przykład.
Jest to szczegółowy opis, momentu poprzedzającego zmianę postrzegania.
Efekt dźwiękowy opisany przez Agni jako 'tysiące świerszczy' jest w zasadzie znany osobom doświadczającym odmiennych stanów świadomości.
Ten wysokotonowy dźwięk jest czytelnym zwiastunem nadchodzącej zmiany w postrzeganiu.
Za chwilę zaczęło mi w uszach dźwięczeć i szeleścić różnemi głosami, jakby tysiące świerszczy wszczęło swój koncert. I wnet doznałam uczucia, jakby mi mocno wyciągnięto głowę z szyi i zawirowały koło mnie jakieś drobne światełka tryskając z głowy, z oczu, uszu, nosa, jakby mi się głowa miała rozlecieć. Zakotłowało koło mnie inne życie, pełne tajemniczych zjaw. Odpłynęły.
Doświadczając więc nasilenia się takich wrażeń, sama Agnieszka stara się uspokoić matkę:
Nie wiedziałam co powiedzieć. Westchnęłam i odrzekłam: "Miałam zły sen".
- No, no - przerwała mi matka, jakby się czegoś obawiała - już ty mi lepiej nie mów, bo tobie się zawsze coś wyśni.
Pomimo tych uspokajających komunikatów, w kolejnych artykułach Agni nie będzie pisać już o snach, lecz jak to sama ujęła o zupełnej świadomości duchowej.
Tak mijały lata. Trudno tu o wszystkim pisać, lecz postaram się podzielić z Wami przynajmniej w części z tem, co przeżywałam już w zupełnej świadomości duchowej. Świadomość tę uzyskałam w 16-stym roku życia po pewnem silnem omdleniu, które przeszło następnie w letarg.
Relacja ta, chociaż wydaje się zaskakująca, nie odbiega zbytnio od przeżyć pacjentów, którzy doświadczyli tzw "śmierci klinicznej". Czyli chwilowego oddalenia się od ciała np. podczas operacji lub zatrzymania akcji serca. Można tu jednak stwierdzić, że w 1929 r Agnieszka publikując swoje przeżycia, bywa niejako pionierką jeśli chodzi o relację spisaną.
Pewnego dnia omdlałam i na krótką chwilę straciłam świadomość. Za niespełna 5 minut ocknęłam się, lecz jakie było moje zdziwienie, gdy zauważyłam w mieszkaniu popłoch, bieganie i cucenie zimną wodą jakiejś dziewczyny, leżącej na łóżku; ku memu zdumieniu rozpoznałam w niej siebie samą. Widziałam wyraźnie to leżące z zamkniętemi powiekami ciało moje a równocześnie dobrze zdawałam sobie sprawę z tego, że nie śnię, lecz stoję w pewnem oddaleniu od łóżka, stopami wcale nie dotykając podłogi, a głową sięgając niemal sufitu. Dziwił mnie ten stan, w jakim się znajdowałam, a szczególnie to zaniepokojenie rodzeństwa.
Od tej pory jej towarzyszem i nauczycielem zostaje tajemnicza i piękna istota, nazywana w tekście Opiekunem, na którego pomoc i ochronę dziewczyna zawsze może liczyć.
Z czasem jak na medium przystało, przez ciało Agni przemawiać będą zaprzyjaźnione dobre dusze, a o szczegółach takich przekazów pisze ona tak:
Niejednokrotnie zwracano się do mnie z zapytaniem co do sposobu przejmowania przezemnie rewelacyj ze sfer duchowych względnie co do mej świadomości podczas ich przejmowania. (...)
Nim opiekun mój duchowy lub kto inny ze światłych duchów zacznie przemawiać przez moje usta, zadrży najpierw lekko moja prawa ręka.
Przymykam zaraz powieki, by popatrzeć, kto przyszedł i w jakim celu przeszedł.
Nie trwa to dłużej nad parę sekund.
Zanim na dobre rozpocznie ona współpracę z tymi istotami, Opiekun wyjaśni jej cel życiowy i czyhające po drodze niebezpieczeństwa.
W opisach tych jest bardzo wyraźny podział na dobre i niedobre istoty, obiekty ich działań i intencje.
Aspekt ten jest ważny, gdyż z opisów wynika że wizyty istot wrogo nastawionych, są stałym i przykrym elementem tej pracy.
O ich podstępach w niweczeniu dobra, ostrzega ją Opiekun duchowy:
"Niektórzy będą podstępem przysyłani przez niewidzialnych twych nieprzyjaciół, których być może, nie dojrzy za nimi oko twoje. I przyjdą w imieniu Boga, z najwznioślejszemi słowami na ustach, śpiewać będą w uniesieniu hymn miłości i ślubować ci będą, iż oddają się całkiem pod twoją, t.j. za twojem pośrednictwem pod naszą opiekę i prosić będą byśmy przez ciebie ich prowadzili. Nie dziś czas na to, by odkrywać ci te wielkie tajniki, te wielkie burze nadchodzące i to złudne słońce jasno świecące i promieniami swemi zabijające, rozpraszające spokój ducha na długie, długie czasy. My z tobą będziemy, a ty bądź z nami - a z nami wszystkimi Bóg, Ojciec łaskawy."
Pomimo tych przeciwieństw Agnieszka otrzymuje zapewnienie, że będzie mogła liczyć na pomoc i ochronę.
"Lecz i my z tobą będziemy. Sąd ziemski nie ma do ciebie prawa, choćby cię chciano karać za śmiałe głoszenie prawdy w czasach, gdy nic niby nie wolno mówić przeciw temu złu, jakie rozpętało się na ziemi, przeciw okrutnej walce i męczeniu ludzi, a nawet zwierząt. Będziemy także czuwać, by nie dochodziły nawet do twej świadomości największe intrygi niskich mocy, czepiające się tak skwapliwie drobnych wad, czepiające się twej karmy, wyolbrzymiające małe cierpienia, jakie ci przypadną w udziale, do rozmiaru wielkich ciężkich cierpień. (...) Ciosy z ich strony będą czasem nagle spadać, lecz my tobie pójdziemy z pomocą, byś mogła się szybciej uspokoić; będziesz też zapominać zresztą na ból własny, widząc tyle bólu na ziemi, tylu ludzi, obarczonych cierpieniami."
Naukę o ludzkim ciele Agnieszka zacznie pobierać od duchowego lekarza, który jak sam się przedstawił, żył w poprzednim życiu we Francji.
"Idź w spokoju do domu, a ja tobie przyślę dobrego doradcę, drugiego przyjaciela duchowego, który nauczy ciebie pomagać ludziom."
Kiedy ułożyłam się do snu , zjawił się ponownie mój duch opiekuńczy, lecz już w towarzystwie drugiego ducha, również bardzo miłego. Lekkiem podniesieniem ręki pożegnał mnie mój Opiekun i oddalił się. (...)
Na zjawisko to patrzyłam zupełnie otwartym wzrokiem.
Niebawem zjawiła się na tem śnieżno białem tle wyraźna postać ducha lekarza.
W ręce trzymał coś w rodzaju laseczki. Z miłym uśmiechem na twarzy i pogodnym wzrokiem spojrzał na mnie, mówiąc jakby pół żartem: "A więc zaczynamy lekcje.
Uważaj dobrze bo wszystko będziesz musiała powtórzyć, co ci pokażę i co powiem. Nauczę cię jeszcze więcej, lecz wpierw nauczysz się rozpoznawania chorób".
Tak rozpoczyna się to niezwykłe zadanie, za które Agni będzie niestety prześladowana przez osoby, którym działalność ta się nie spodoba. Lecz samych przychodzących po radę i pomoc będzie dużo więcej niż prześladowców, a rozpocznie się ono mniej więcej:
Ujrzałam z początku mniej, a potem coraz więcej ludzi, idących do mnie - niemal całe procesje. Liczba ich szła w tysiące.
Szli ludzie z szczerą ufnością do mnie i wiarą w Boga, że On m przezemnie poradzi, pomoże. Szli też i tacy, przed jakimi przestrzegał mnie Opiekun; szli razem z tamtymi, szczerze myślącymi (...)
To wszystko zostało jakoś dziwnie zesegregowane w trzy rzędy.
W pierwszym rzędzie stali i siedzieli ci najbiedniejsi, z ufnością na mnie patrzący - chorzy, głodni, stroskani.
Drugi rząd stanowiło bogatsze włościaństwo oraz klasa urzędnicza; i ci również chcieli zasięgnąć rady, pomocy.
Trzeci rząd, to już była klasa, żyjąca sobie trochę beztrosko na ziemi pod względem materialnym, a jednak zwróceni do mnie.
Zrozumiałam że tyle ludzi spotkam w swojem zadaniu!
O tym jak przekazywać dary otrzymane za okazaną pomoc, Opiekun duchowy szczegółowo instruuje Agnieszkę. Szczególnie interesujące przestrogi padają na temat pracy dla sławy, zysku i pieniędzy z loterii.
"Nigdy zaś nie daj się nakłonić, gdy ci będzie ktoś proponował na ziemi, byś poszła z nim pracować niby na polu wiedzy duchowej i występowała przed publicznością na scenie, pozwalając drukować o sobie wielkie afisze.
Zawsze ilekroć ktoś z takich kusicieli zbliży się do ciebie, choćby uderzał w bardzo ideową strunę, zakreślając pracę w pozornie skromniejszych, idealniejszych warunkach, namawiając cię na objazdy po miastach i wsiach, - nie daj się porwać łagodnemi jego słowy, ale cichusieńko spojrzyj w naszą stronę, a my tobie powiemy, co masz czynić.
Bo wielu będzie się zgłaszać do ciebie, a poznawszy cię w krótkiej rozmowie, że daleka jesteś od gonienia za rozkoszami życia, będą cię chcieli ująć pozorną swoją skromnością, zasłaniając się ideą i to nawet w imię Chrystusa i będą wpraszać się do współpracy z tobą, bo i oni pragną wraz z tobą czynić na ziemi dobrze innym."(...)
"Tembardziej nie życzyłbym sobie, już dla twego spokoju ducha, widzieć kiedykolwiek na twej dłoni pieniądze, wygrane przez ciebie na loterii, choćby ci we śnie i na jawie złotemi kreskami pisali szczęśliwe liczby zwodziciele duchowi, naturalnie starannie przez swoją tzw. czarno-magiczną moc ukryci. Bo pieniądz taki jest przeklęty.
Jedni stawiają na loterję, odrywając sobie nieraz od ust, w nadziei, że polepszą sobie tem nędzne położenie, materialne - i już naprzód wyliczają, co to wszystko kupią sobie za wygrane pieniądze.
A kiedy nie wygrają, wielu z nich, będąc nieczystego serca, przeklina loterję, przeklina i tych, którzy pewnie wygrali.
Pieniędzy takich nie chciałbym widzieć na twej dłoni. Lepiej już dla ciebie ze wszystkimi cierpiącymi cierpieć nędzę, choć na nią nie zasługujesz karmicznie, niż żyć w dobrobycie za takie pieniądze."
Jasnowidząca ma więc zakaz wzbogacania się kosztem cierpiących, lub czerpania zysku ze swoich zdolności. Istotnym elementem jej pracy, są również pogróżki od miejscowego kleryka, namawianie osób postronnych, oraz dzieci do wykluczenia jej ze społeczności. Są to smutne fakty, lecz generalnie znane z historii jako mające miejsca w takich przypadkach.
Widziałam także i księży katolickich z kropielniczką w jednej ręce a krzyżem w drugiej, wołających na ludzi, zdążających do mnie: "Zawróćcie, to sprawka szatańska, to parszywa owca!
Bo jeżeli nie zawrócicie, nie otrzymacie rozgrzeszenia odemnie!" (...)
Trudno mi było za tę króciuchną chwilkę objąć w myślach tak szerokie pole pracy i taki ogrom prześladowania. Powiedziałam tylko: 'Dziej się wola Boża.'
Opiekun rzekł mi jeszcze:
- "Masz tylko rzut głównej swej pracy i prześladowania. Wiele jeszcze nie ukazałem tobie, to przyjdzie stopniowo, w miarę jak będziesz spełniać swoje zadanie."
Na ostateczne podjęcie decyzji, Agnieszka ma trzy dni i chociaż wydaje się, że decyzja i pogodzenie się z losem są faktem, lista zapytań ślubowanie jest zwięzła, to ostatnie z nich budzi niepokój.
Pomimo iż prosiłam o to Niebo, bym mogła być pożyteczną na ziemi, jednak po tej ważnej decyzji w Górze, wysłano do mnie jeszcze zapytanie, czy się przed tem trudnem zadaniem nie cofną; bym dobrze jeszcze sama siebie zbadała i w wolnej, dobrej woli ślubowanie złożyła i o pomoc Boga prosiła. (...)
"Bóg z Tobą po wieczne czasy"... a potem zapytania:
"Czy chcesz pomagać bliźnim?
Czy nie ugniesz się pod ciężarem pracy?
Czy nie przelękniesz się nawału złości, która jak z widzialnego tak i z niewidzialnego świata nastawiać będzie na Ciebie sieci i rzucać Ci w drogę ciernie?
Czy nie ulękniesz się, gdy wydadzą na Ciebie wyrok śmierci?" (..)
Wiele, wiele obrazów przesunęło się w ciągu tych trzech dni. Drugiego dnia, czytając już niemal po raz dziesiąty przytoczone powyżej pytania, nie wiedziałam, czy ja także odpowiedź na nie napisać mam na papierze.
Wieczorem jednakże zupełnie odruchowo na drugiej stronie napisałam:
'Tak, pomagać chcę, a w tem dopomóż mi Bóg.'
Przejdźmy zatem nieco w stronę praktyki. Jak wyglądała korelacja pomiędzy otrzymaniem wizji, a faktycznym jej odzwierciedleniem w rzeczywistości?
- A cóż wam się stało? Czy wam kogo zabili na wojnie?
- O nie, odrzekła kobieta, ale mam jechać do szpitala, by mi odjęto rękę!
I bezradnie wyciągnęła rękę spod chusty, ukazując ją kobietom.
Miała ją zabandażowaną i zajodynowaną, bandaż jednak przy rozpaczliwych ruchach jej ręki odwinął się i było widać czarne, nabrzmiałe palce.
I znikło widzenie...
Ledwo ubrałam się i zjadłam śniadanie, w trzy kwadranse od owego widzenia weszły wszystkie trzy kobiety do mojego mieszkania. I już wiedziałam, jaką radę mam dać tym dwom kobietom, co mają czynić ze swojemi dziećmi, żeby tak nie cierpiały i wróciły do zdrowia.
.